W minioną niedzielę zakończyła swe rozgrywki jedna z najsilniejszych i najbardziej widowiskowych lig europejskich - hiszpańska La Liga. Cudu nie było. Barcelona pewnie, bo aż 4:0 zdemolowała Valadolid, broniąc w cuglach wywalczony przed rokiem tytuł mistrzowski.
-
Liczby mówią same za siebie: 99 punktów zdobytych na 114 mozliwych, 31 zwycięstw, 6 remisów i tylko jedna porażka. Rezulatat zaiste znakomity, rekord chyba nie do pobicia w ciągu kilku najbliższych sezonów. Real Madryt po remisie z Malagą musiał zadowolić się drugim miejscem. I choć "Królewscy" stracili do Barcy tylko trzy punkty, to dla sporej części ich kibiców ten sezon raczej do udanych nie należy.
-
Gdy rok temu stery w Realu obejmował nowy - stary prezes Florentino Perez dla wszystkich było jasne, że nie poskąpi on pieniędzy na wzmocnienie zespołu. Tak też się stało, choć wydana na transfery kwota 250 mln. EURO zdziwiła nawet nazagorzalszych kibiców "Królewskich". Real zasilili tak znakomici zawodnicy jak: Cristiano Ronaldo, Ricardo Kaka, Karim Benzema, Raul Albiol, Xabi Alonso i Alvaro Arbeloa. Dokonano również zmiany na stanowisku trenera. Juande Ramosa zastąpił opromieniony sukcesami w Villareal C.F. Chilijczyk Manuel Pellegrini. Ten zbudowany w rekrodowo krótkim czasie i za kosmiczne pieniądze projekt robił wrażenie i zdawał się gwarantować sukces...
-
Początek nowego sezonu ligowego był potwierdzeniem snów o potędze. Kilka łatwych, błyskotliwych i efektownych zwycięstw nad maluczkimi Primera Division, euforia wśród kibiców, nadzieja na grad trofeów. Pierwsze gorzkie rozczarowanie przyszło w meczu z Sevillą. Wprawdze Real przegrał tylko 2:1, ale miał w tym spotkaniu naprawdę niewiele do powiedzenia. Szwankowała zwłaszcza gra obronna, a to, co wyrabiał tego dnia Marcelo wołało o pomstę do nieba. Cóż było dalej? Porażka na Santiago Bernabeu z AC Milan w Lidze Mistrzów, potem kompromitacja w meczu z Alarcon i w efekcie odpadnięcie z Copa del Rey, pierwsze przegrane w tym sezonie Grand Derby, zastanawiająco słaba gra z Athletic Bilbao i trzecia przegrana w lidze, blamaż z Olympique Lyon i koniec przygody z Champions League, wreszcie powtórka z rozrywki w Grand Derby. Plany Pereza, mające spowodować zawojowanie Hiszpanii i Europy runęły niczym domek z kart. Również kibice powoli zaczęli zdawać sobie sprawę z faktu, że w tym sezonie Real nic nie zdobędzie.
-
W lidze na przeszkodzie stanęła genialna Barca. Klub hołdujący zdecydowanie innej filozofii piłkarskiej niż Real. Stawiający na wychowanków i kolektyw, nie zaś na indywidualizm. Z drugiej jednak strony myliłby się ten, kto twierdziłby, że Barca nie kupuje gwiazd. Kupuje, ale robi to z mniejszym natężeniem niż Real, choć ostatni zakup Ibry z Interu Mediolan zdaje się przeczyć tego typu tezom i zapowiada nowy kurs w polityce transferowej Blaugrany. Siła Barcy to znakomity rozgrywajacy Xavi, biegający niczym hart z jednego końca boiska do drugiego Dani Alves, genialny drybler Anders Iniesta, świetni obrońcy: Pique i Puyol, no i najlepszy piłkarz świata Leo Messi. Czy to wszystkie atuty katalońskiego klubu? Oczywiscie, że nie. Jest przecież doskonale znający trenerskie rzemiosło Pep Guardiola. Konia z rzędem temu, kto dwa lata temu powiedziałby, że człowiek ten już wkrótce zdobędzie siedem trofeów. Jak widać zdobył i czapki z głów przed jego geniuszem.
-
Barca grała lepiej w tym sezonie, niż w ubiegłym. Przegrała tylko cztery mecze, prezentowała piłkę bardziej skuteczną, efektowną i efektywną. Dlaczego więc nie zdobędzie tylu trofeów co rok temu? - zapyta ktoś? Odpowiedź jest prosta. Bo nic dwa razy się nie zdarza. Pep doskonale zdawał sobie sprawę, że powtórzyć ubiegłoroczny sezon będzie niezwykle trudno. Podkreślał to wielokrotnie podczas wywiadów i konferencji prasowych. Mówił, że zdobycie choć jednego trofeum będzie wielkim sukcesem. I ten sukces stał się właśnie w niedzielę udziałem "Dumy Katalonii".
-
Blaugrana odpadła z Copa del Rey z Sevillą. W rewanżowym meczu granym na Ramon Sanchez Pizjuan na drodze do awansu stanął genialnie tego dnia dysponowany Palop. O meczu z Interem nie będę pisał, gdyż wszystko co miało być napisane i tak już napisano. Powiem tylko, że nie ma co obarczać winą za pożegnanie się z Champions League sędziego, bo ktoś może mieć dobrą pamięć i zauważyć, że rok temu Chelsea miała podobny problem...
-
Co dalej z Barcą i Realem - dwoma bezsprzecznie najsłynniejszymi klubami Europy i świata? Będzie sporo zmian - to pewne. Barca już zakontraktowała napastnika Valenci Davida Villę. Suma transferu - 42 mln. EURO na kolana nie powala, ale przecież miernikiem wartości piłkarza nie jest pieniądz. Czy to dobry zakup? Okaże się w przyszłym sezonie, ale prawda jest taka, że Villa to świetny zawodnik i z pewnością będzie wzmocnieniem przednich formacji mistrza Hiszpanii. Kogo jeszcze Blaugrana chce kupić? W kuluarach najczęściej wymienia się Cesca Fabregasa z londyńskiego Arsenalu, notabene wychownka Barcy. Kiedy transfer zostanie sfinalizowany nie wiadomo. Może za kilka dni, a może miesięcy. Czas pokaże. Rzecz jasna to jeszcze nie jest koniec transferowych spekulacji co do "Dumy Katalonii". Według "Dailly Express" Barcelona jest zainteresowana pozyskaniem napastnika Liverpoolu Fernando Torresa. Popularny El Nino miałby kosztować 82 mln. EURO. Część tej sumy (około 50 mln. ) pochodziłaby ze sprzedaży Ibry do.... Realu Madryt. Czy taka karkołomna operacja jest w ogóle możliwa? Już wkrótce się dowiemy. Przesądzone jest natomiast, że w Barcelonie pozostanie Bojan. I bardzo dobrze, bo to chłopak zdolny, ambitny i mający papiery na granie. Raczej odejdą Marquez i Henry, nie wiadomo co z Yayą Toure. Wątpliwe by doszło do wymiany Toure - Fabregas, plus pieniądze dla "Kanonierów". Na to nie zgadza się ani Yaya, ani jego agent. Niewątpliwie najlepszym wyjściem dla Barcy byłoby nie pozbywanie się tego zawodnika. W ostatnim meczu z Valladolid pokazał przecież na co go stać...
-
No, a Real? O transferach mówi się w tym klubie na razie niewiele. Tematem dominującym jest niewątpliwie przyjście na ławkę trenerską Portugalczyka Jose Mourinho. On ma być Mesjaszem Madrytu, zbawcą, lekiem na całe zło. Pele zawalił sezon - Pele musi odejść - tak twierdzi wielu kibiców Realu. Są i tacy, którzy bronią Chilijczyka, uzasadniając to tym, że to dopiero jego pierwszy sezon, że powinien dostać szansę na jeszcze jeden. Jako argument podają też fakt, że Pele zdobył rekordową ilość punktów w ligowych bojach Realu w historii, no i jego piłkarze strzelili ponad 100 bramek. Czy te argumenty przemówią jednak do wyobraźni Floro Pereza? Raczej wątpliwe. Przecież Pellegrini nie wygrał żadnego trofeum, przegrał wszystko, co było do przegrania. Więc po co Perezowi taki trener? Łagodny, kulturalny, starszy pan, bez charyzmy w zespole. Perez nie zna się na piłce, nie rozumie, że może drużynie potrzebna jest stabilizacja. Zna się za to na marketingu, a w tym biznesie nie ma czasu na oczekiwania.
-
Na koniec pytanie: czy Realowi jest potrzebny Mourinho? Czy ten człowiek, ze swoją filozofią gry pasuje do ligi hiszpańskiej? Albo inaczej: czy pasuje do Realu Madryt? Nie do końca, gdyż po pierwsze to on będzie realizował politykę transferową w klubie, nie Perez, a tego popularny Floro może nie przeboleć, po drugie będzie chciał przestawić Real na styl gry Porto, Chelsea i Interu, czyli catenaccio, catenaccio i jeszcze raz catenaccio. Skąd my to znamy? Niedawno na stadion Camp Nou przyjechał autobus i zaparkował w polu karnym. I wszystko jasne...
-
Mourinho nie będzie sprowadzał do klubu gwiazd. Raczej walczaków, co harują na boisku przez 90 minut. Ostatnie doniesienia mówią, że zamierza on ściągnąć do Realu takich piłkarzy jak: Carolos Tevez, Aleksander Kolarov, Douglas Maicon, niewykluczone, że trykot "Galacticos" założy też w przyszłym sezonie Ibra. Czy takich zawodników kupiłby do Realu Perez? Śmiem twierdzić że nie.
-
I może na tym zakończę swe dzisiejsze blogowanie.