wtorek, 25 maja 2010

Neroazzuri w potrójnej koronie

No i stało się. Inter Mediolan wygrał tegoroczną Ligę Mistrzów. W finale zespół z Mediolanu pokonał 2:0 Bayern Monachium. To już trzecie po mistrzostwie Włoch i triumfie w Coppa Italia trofeum mediolańczyków w tym sezonie.
-
Dlaczego napisałem - "no i stało się"? Bo całym sercem kibicowałem Bayernowi. Nie dlatego, że lubię niemiecką piłkę, bo tak nie jest, nigdy nie było i nie będzie, ale najzwyczajniej w świecie chciałem, by ktoś wreszcie utarł nosa pyszałkowatemu Mourinho. Wydawało mi się, że skoro nie potrafił tego zrobić Pep Guardiola to może Louis van Gaal sprowadzi na ziemię ekscentrycznego Portugalczyka. Niestety nie udało się, choć Holender i jego ekipa byli naprawdę blisko, mimo, że wynik może sugerować coś innego.
-
Cóż zaprezentował team Mourinho na Santiago Bernabeu? Nic o czym byśmy nie wiedzieli i czego byśmy nie przewidywali. Wzmocniona defensywa i kontry, gdy nadarzała się ku temu okazja. Nie chcę, by ktoś mówił, że czepiam się Mourinho i jego zespołu, ale patrząc na sobotni mecz odnoszę wrażenie, że Inter po prostu przestraszył się Bayernu. Widowiskowej i otwartej grze monachijczyków w środku pola podopieczni portugalskiego szkoleniowca nie potrafili przeciwstawić nic oprócz stawiania zasieków w polu karnym. Wprawdzie nie był to autobus, który oglądaliśmy w meczu z Barceloną, ale wynikało to tylko i wyłącznie z faktu, że Mourinho nieco mniej bał się Bawarczyków niż "Dumy Katalonii".
-
Jednym z najlepszych aktorów tego widowiska był niewątpliwie Arjen Robben. Holender pokazał, że jest świetnym skrzydłowym. Kilka razy ładnie objechał piłkarzy Interu, ale jego dogrania w pole karne, albo nie znajdowały adresatów, a jeśli już dochodziły tam gdzie trzeba to bramkarz Narroazzurich Julio Cesar stawał na wysokości zadania.
Po drugiej stronie doskonałą partię rozgrywał kollega Robbena z reprezntacji Wesley Sneijder. To właśnie Sneijder kilkakrotnie, groźnymi strzałami z dystansu niepokoił w pierwszej połowie meczu bramkarza monachijczyków Hansa Joerga Butta. W 35 minucie zagrał kapitalne podanie do wychodzącego na czystą pozycję Diego Milito. Napastnik Interu nie zmarnował okazji i technicznym strzałem pokonał bramkarza Bayernu.
-
Swoją drogą, to aż dziwi bierze, że Real Madryt sprzedał latem ubiegłego roku tych dwóch znakomitych zawodników. I niech mi ktoś powie, że prezes Perez postępuje logicznie. Z tym akurat się nie zgodzę.
-
Druga połowa meczu w zasadzie nie odbiegała od pierwszej. Bayern atakował, Inter zgodnie z taktyką Mourinho tkwił schowany za podwójną gardą czekając na kontry. W 70 minucie mecz został rozstrzygnięty. Ponownie geniuszem błysnął Milito, który ograł dwóch obrońców Bayernu i strzelił drugiego gola. Inter mógł świętować sukces, a Portugalczyk Jose Mourinho nadal może wierzyć, że wśród trenerów jest Number One. Czy zgadza się to ze stanem faktycznym? Różnie można odpowiedzieć na to pytanie. Mourinho ma efekty, ale zabija piękno futbolu. Nigdy nie grał porywająco, za to imponował efektywnością. Jego filozofia futbolu raczej się nie zmieni. Nadal będzie prowokował - jak przed meczem z Bayernem i parkował autobusy w polu karnym silniejszych rywali. Tylko czy wszystkim taki model prowadzenia zespołu będzie się podobał? W każdym razie przed Mourinho bardzo trudny egzamin - czyli poprowadzenie do sukceów Realu Madryt.
-
Sobotni finał Ligi Mistrzów to już historia. Wygrał zespół grajacy schematycznie, dokładnie realizujący taktykę swego trenera. Bez inwencji, polotu i fajerwerków. Może w przyszłym roku zwycięży drużyna stawiajaca na widowiskowość i piękno futbolu. Oby tak się stało.

piątek, 21 maja 2010

Palanganas z pucharem

Sevilla FC triumfowała w tegorocznej edycji Copa del Rey. W finale podopieczni Antonio Alvareza pokonali 2:0 Atletico Madryt. To piąty triumf popularnych "Los Palanganas" w Pucharze Hiszpanii. Atletico miało szansę wygrać po raz dziesiąty, lecz jej nie wykorzystało.

Sam mecz nie był najlepszym widowiskiem. Bardziej świeża Sevilla z łatwością rozbijała nieporadne ataki "Los Colchoneros" w środku pola. Nawet dwaj gwiazdorzy madrytczyków: Diego Forlan i Kun Aguero nie byli w stanie zmienić losów spotkania, choć bramce Andaluzyjczyków zagrozili kilkakrotnie. Zresztą Atletico jeszcze nie zregenerowało sił po zaciętym meczu z Fulham w finale Ligi Europejskiej. Nic więc dziwnego, że piłkarze Quique Floresa poruszali się po murawie Camp Nou jak żółwie. Wolno, ślamazarnie, ociężale. Z drugiej jednak strony warto byłoby zadać pytanie: czego można wymagać od zespołu, który rozegrał w sezonie 64 mecze? To i tak cud, że futboliści znad Manzanares jeszcze biegali po boisku.

Gole? Ten na 1:o naprawdę ładny. Diego Capel mocno kropnął zza pola karnego i bramkarzowi Atletico nie pozostało nic innego jak wyciągnąć piłkę z siatki. Druga bramka padła już w doliczonym czasie gry. Koszmarny błąd Atletico w środkowej strefie boiska wykorzystał Jesus Navas, który nie zmarnował sytuacji sam na sam z bramkarzem "Colchoneros" Davidem DeGeą. Po końcowym gwizdku sędziego Mejuto Gonzaleza piłkarze Antonio Alvareza wnieśli ręce w geście triumfu. Ten sezon na pewno nie zostanie spisany na straty przez kierownictwo klubu. Czwarte miejsce w lidze i szansa na grę w Champions League, no i zdobycie Pucharu Króla - to mówi samo za siebie. Piłkarze Atletico natomiast nie wyglądali na specjalnie zmartwionych. Chcieli wygrać, ale się nie udało. Tak bywa w sporcie.

Swoją drogą to kibice w Hiszpanii już ostrzą sobie apetyty na sierpniowy pojedynek o Superpuchar tego kraju pomiędzy Barceloną, a Sevillą. Klub z Andaluzji pokazał, że w pucharach z "Dumą Katalonii" grać potrafi. Dowód? Wyeliminowanie Blaugrany z 1/8 finału Copa del Rey w styczniu tego roku. W lidze "Palanganas" nie szło już tak dobrze (dwie porażki), ale każdy wie, że puchary rządzą się swoimi prawami i o niespodziankę nietrudno. W każdym razie sierpniowa konfrontacja zapowiada się emocjonująco.

I jeszcze jedna sprawa o której miałem nie pisać, ale jakoś nie potrafię się powstrzymać. Otóż chodzi mi o sposób "komentowania" pojedynku Sevilli z Atletico przez Dariusza Szpakowskiego i Mirosława Trzeciaka. Skandal, farsa, paranoja - takie określenia najczęściej przychodzą mi do głowy, gdy przypomnę sobie ów "komentatorski show" tych panów sprzed dwóch dni. To, że redaktor Szpakowski jak zwykle robił notoryczne błędy przy wymienianiu nazwisk zawodników jeszcze jakoś można przełknąć. No, ale jego sposób przekazu sytuacji na boisku wołał po prostu o pomstę do nieba. Bez emocji, zaangażowania, widocznego zainteresowania meczem. Po prostu szok. Panie Darku - czy ogląda Pan mecze w Canal +, albo w Polsat Futbol? Widzi Pan jak komentują Mateusz Borek, Rafał Wolski, Tomasz Smokowski, Andrzej Twarowski, czy Cezary Olbrycht? Niech Pan coś zmieni na Boga, bo mistrzostwa świata za pasem i nie wiem, czy znów strawię te flaki z olejem jak ostatnio.

I to chyba na tyle.

środa, 19 maja 2010

Hiszpańska ruletka

W minioną niedzielę zakończyła swe rozgrywki jedna z najsilniejszych i najbardziej widowiskowych lig europejskich - hiszpańska La Liga. Cudu nie było. Barcelona pewnie, bo aż 4:0 zdemolowała Valadolid, broniąc w cuglach wywalczony przed rokiem tytuł mistrzowski.
-
Liczby mówią same za siebie: 99 punktów zdobytych na 114 mozliwych, 31 zwycięstw, 6 remisów i tylko jedna porażka. Rezulatat zaiste znakomity, rekord chyba nie do pobicia w ciągu kilku najbliższych sezonów. Real Madryt po remisie z Malagą musiał zadowolić się drugim miejscem. I choć "Królewscy" stracili do Barcy tylko trzy punkty, to dla sporej części ich kibiców ten sezon raczej do udanych nie należy.
-
Gdy rok temu stery w Realu obejmował nowy - stary prezes Florentino Perez dla wszystkich było jasne, że nie poskąpi on pieniędzy na wzmocnienie zespołu. Tak też się stało, choć wydana na transfery kwota 250 mln. EURO zdziwiła nawet nazagorzalszych kibiców "Królewskich". Real zasilili tak znakomici zawodnicy jak: Cristiano Ronaldo, Ricardo Kaka, Karim Benzema, Raul Albiol, Xabi Alonso i Alvaro Arbeloa. Dokonano również zmiany na stanowisku trenera. Juande Ramosa zastąpił opromieniony sukcesami w Villareal C.F. Chilijczyk Manuel Pellegrini. Ten zbudowany w rekrodowo krótkim czasie i za kosmiczne pieniądze projekt robił wrażenie i zdawał się gwarantować sukces...
-
Początek nowego sezonu ligowego był potwierdzeniem snów o potędze. Kilka łatwych, błyskotliwych i efektownych zwycięstw nad maluczkimi Primera Division, euforia wśród kibiców, nadzieja na grad trofeów. Pierwsze gorzkie rozczarowanie przyszło w meczu z Sevillą. Wprawdze Real przegrał tylko 2:1, ale miał w tym spotkaniu naprawdę niewiele do powiedzenia. Szwankowała zwłaszcza gra obronna, a to, co wyrabiał tego dnia Marcelo wołało o pomstę do nieba. Cóż było dalej? Porażka na Santiago Bernabeu z AC Milan w Lidze Mistrzów, potem kompromitacja w meczu z Alarcon i w efekcie odpadnięcie z Copa del Rey, pierwsze przegrane w tym sezonie Grand Derby, zastanawiająco słaba gra z Athletic Bilbao i trzecia przegrana w lidze, blamaż z Olympique Lyon i koniec przygody z Champions League, wreszcie powtórka z rozrywki w Grand Derby. Plany Pereza, mające spowodować zawojowanie Hiszpanii i Europy runęły niczym domek z kart. Również kibice powoli zaczęli zdawać sobie sprawę z faktu, że w tym sezonie Real nic nie zdobędzie.
-
W lidze na przeszkodzie stanęła genialna Barca. Klub hołdujący zdecydowanie innej filozofii piłkarskiej niż Real. Stawiający na wychowanków i kolektyw, nie zaś na indywidualizm. Z drugiej jednak strony myliłby się ten, kto twierdziłby, że Barca nie kupuje gwiazd. Kupuje, ale robi to z mniejszym natężeniem niż Real, choć ostatni zakup Ibry z Interu Mediolan zdaje się przeczyć tego typu tezom i zapowiada nowy kurs w polityce transferowej Blaugrany. Siła Barcy to znakomity rozgrywajacy Xavi, biegający niczym hart z jednego końca boiska do drugiego Dani Alves, genialny drybler Anders Iniesta, świetni obrońcy: Pique i Puyol, no i najlepszy piłkarz świata Leo Messi. Czy to wszystkie atuty katalońskiego klubu? Oczywiscie, że nie. Jest przecież doskonale znający trenerskie rzemiosło Pep Guardiola. Konia z rzędem temu, kto dwa lata temu powiedziałby, że człowiek ten już wkrótce zdobędzie siedem trofeów. Jak widać zdobył i czapki z głów przed jego geniuszem.
-
Barca grała lepiej w tym sezonie, niż w ubiegłym. Przegrała tylko cztery mecze, prezentowała piłkę bardziej skuteczną, efektowną i efektywną. Dlaczego więc nie zdobędzie tylu trofeów co rok temu? - zapyta ktoś? Odpowiedź jest prosta. Bo nic dwa razy się nie zdarza. Pep doskonale zdawał sobie sprawę, że powtórzyć ubiegłoroczny sezon będzie niezwykle trudno. Podkreślał to wielokrotnie podczas wywiadów i konferencji prasowych. Mówił, że zdobycie choć jednego trofeum będzie wielkim sukcesem. I ten sukces stał się właśnie w niedzielę udziałem "Dumy Katalonii".
-
Blaugrana odpadła z Copa del Rey z Sevillą. W rewanżowym meczu granym na Ramon Sanchez Pizjuan na drodze do awansu stanął genialnie tego dnia dysponowany Palop. O meczu z Interem nie będę pisał, gdyż wszystko co miało być napisane i tak już napisano. Powiem tylko, że nie ma co obarczać winą za pożegnanie się z Champions League sędziego, bo ktoś może mieć dobrą pamięć i zauważyć, że rok temu Chelsea miała podobny problem...
-
Co dalej z Barcą i Realem - dwoma bezsprzecznie najsłynniejszymi klubami Europy i świata? Będzie sporo zmian - to pewne. Barca już zakontraktowała napastnika Valenci Davida Villę. Suma transferu - 42 mln. EURO na kolana nie powala, ale przecież miernikiem wartości piłkarza nie jest pieniądz. Czy to dobry zakup? Okaże się w przyszłym sezonie, ale prawda jest taka, że Villa to świetny zawodnik i z pewnością będzie wzmocnieniem przednich formacji mistrza Hiszpanii. Kogo jeszcze Blaugrana chce kupić? W kuluarach najczęściej wymienia się Cesca Fabregasa z londyńskiego Arsenalu, notabene wychownka Barcy. Kiedy transfer zostanie sfinalizowany nie wiadomo. Może za kilka dni, a może miesięcy. Czas pokaże. Rzecz jasna to jeszcze nie jest koniec transferowych spekulacji co do "Dumy Katalonii". Według "Dailly Express" Barcelona jest zainteresowana pozyskaniem napastnika Liverpoolu Fernando Torresa. Popularny El Nino miałby kosztować 82 mln. EURO. Część tej sumy (około 50 mln. ) pochodziłaby ze sprzedaży Ibry do.... Realu Madryt. Czy taka karkołomna operacja jest w ogóle możliwa? Już wkrótce się dowiemy. Przesądzone jest natomiast, że w Barcelonie pozostanie Bojan. I bardzo dobrze, bo to chłopak zdolny, ambitny i mający papiery na granie. Raczej odejdą Marquez i Henry, nie wiadomo co z Yayą Toure. Wątpliwe by doszło do wymiany Toure - Fabregas, plus pieniądze dla "Kanonierów". Na to nie zgadza się ani Yaya, ani jego agent. Niewątpliwie najlepszym wyjściem dla Barcy byłoby nie pozbywanie się tego zawodnika. W ostatnim meczu z Valladolid pokazał przecież na co go stać...
-
No, a Real? O transferach mówi się w tym klubie na razie niewiele. Tematem dominującym jest niewątpliwie przyjście na ławkę trenerską Portugalczyka Jose Mourinho. On ma być Mesjaszem Madrytu, zbawcą, lekiem na całe zło. Pele zawalił sezon - Pele musi odejść - tak twierdzi wielu kibiców Realu. Są i tacy, którzy bronią Chilijczyka, uzasadniając to tym, że to dopiero jego pierwszy sezon, że powinien dostać szansę na jeszcze jeden. Jako argument podają też fakt, że Pele zdobył rekordową ilość punktów w ligowych bojach Realu w historii, no i jego piłkarze strzelili ponad 100 bramek. Czy te argumenty przemówią jednak do wyobraźni Floro Pereza? Raczej wątpliwe. Przecież Pellegrini nie wygrał żadnego trofeum, przegrał wszystko, co było do przegrania. Więc po co Perezowi taki trener? Łagodny, kulturalny, starszy pan, bez charyzmy w zespole. Perez nie zna się na piłce, nie rozumie, że może drużynie potrzebna jest stabilizacja. Zna się za to na marketingu, a w tym biznesie nie ma czasu na oczekiwania.
-
Na koniec pytanie: czy Realowi jest potrzebny Mourinho? Czy ten człowiek, ze swoją filozofią gry pasuje do ligi hiszpańskiej? Albo inaczej: czy pasuje do Realu Madryt? Nie do końca, gdyż po pierwsze to on będzie realizował politykę transferową w klubie, nie Perez, a tego popularny Floro może nie przeboleć, po drugie będzie chciał przestawić Real na styl gry Porto, Chelsea i Interu, czyli catenaccio, catenaccio i jeszcze raz catenaccio. Skąd my to znamy? Niedawno na stadion Camp Nou przyjechał autobus i zaparkował w polu karnym. I wszystko jasne...
-
Mourinho nie będzie sprowadzał do klubu gwiazd. Raczej walczaków, co harują na boisku przez 90 minut. Ostatnie doniesienia mówią, że zamierza on ściągnąć do Realu takich piłkarzy jak: Carolos Tevez, Aleksander Kolarov, Douglas Maicon, niewykluczone, że trykot "Galacticos" założy też w przyszłym sezonie Ibra. Czy takich zawodników kupiłby do Realu Perez? Śmiem twierdzić że nie.
-
I może na tym zakończę swe dzisiejsze blogowanie.